Ona – sekunda, która zmieniła wszystko

Są w życiu fotografa kadry, które niosą ze sobą coś więcej niż tylko poprawną kompozycję i dobre światło. To zdjęcia, w których zapisana jest czysta, niemal mistyczna opowieść. Dla mnie takim ujęciem jest „Ona” – moja pierwsza fotografia, która została zauważona i doceniona na portalach fotograficznych. Mam do niej ogromny, głęboki sentyment, bo wiąże się z nią historia, której nie zapomnę do końca życia.

Tamtego ranka las wyglądał jak z bajki. Mgła unosiła się nad leśną drogą, a pierwsze promienie słońca przebijały się przez korony drzew, tworząc spektakularne snopy światła. Wokół panowała absolutna cisza.

Rozstawiłem statyw, zamocowałem na nim swój ówczesny aparat – Fuji HS-10 – i zacząłem kadrować tę piękną, zamgloną scenerię. Droga była zupełnie pusta. Gdy skończyłem ustawiać parametry i podniosłem głowę znad wizjera… zamarłem.

Na samym środku drogi, dokładnie w najjaśniejszym punkcie, w świetle poranka stała Ona.

Moje serce natychmiast przyspieszyło. W tamtej jednej sekundzie, sparaliżowany zachwytem, zacząłem błagać w duchu: „Proszę, nie odchodź. Daj mi tylko tę jedną chwilę. Pozwól się sfotografować”. I wtedy stało się coś niesamowitego. Ona odwróciła głowę i spojrzała prosto na mnie. Miałem wrażenie, że usłyszała moje myśli, że doskonale zrozumiała tę niemą prośbę. Poczekała.

Nacisnąłem spust migawki.

Gdy tylko zrobiłem zdjęcie, odruchowo opuściłem wzrok na ekran aparatu, żeby upewnić się, czy kadr wyszedł. Serce biło mi jak oszalałe, w piersi brakowało tchu. Zobaczyłem na wyświetlaczu ten idealny, magiczny moment. Cudowne uniesienie trwało jednak krótko – gdy ułamek sekundy później podniosłem wzrok, by spojrzeć na nią raz jeszcze… droga była już pusta. Zniknęła tak szybko i cicho, jakby była tylko senną postacią, duchem tego lasu.

To zdjęcie nauczyło mnie, że fotografia to nie tylko technika. To przede wszystkim uważność, cierpliwość i ta niezwykła, rzadka więź między fotografem a naturą, która pozwala uchwycić nieuchwytne.

error: Treść jest chroniona!!!